Rok temu(miałem wtedy 16 lat) wpadłem w chorobę bardzo podobną do anoreksji(chodzi o to, że codziennie jadłem kompletnie bezwartościowe posiłki - otręby z jogurtem i 3x dziennie biegałem dosyć dużo i intensywnie).
Problem zaczął się w styczniu br., gdy chciałem chodzić na siłownię, ale musiałem przytyć. I nie wiem czy to coś się stało czy metabolizm odmówił mi posłuszeństwa, ale nie mogę w ogóle przytyć od pasa w górę.
Z kolei wystarczą drobne słodycze i od pasa w dół wyglądam jak bomba atomowa. Trochę to podobne do choroby Zespołu Klinefeltera ale testosteron mam w normie akurat. Mam strasznie grube uda, pośladki i brzuch szybko rośnie a w ramionach normalnie badyl. W dodatku beznadziejna kondycja, mam straszne problemy na WF z bieganiem, wszelakimi ćwiczeniami wysiłkowymi. Jest mi z tego powodu bardzo wstyd, że WF-ista traktuje mnie jak kalekę, bo przecież nie może mnie traktować jak normalnego, zdrowego chłopaka skoro po 100 m biegu wysiadam kompletnie i nie mogę dalej. Dodatkowo mam jeszcze ginekomastię już od 4 lat i ciągle nie schodzi. Byłem u dwóch lekarzy rodzinnych, jeden dał mi skierowania na kilka badań(wszystkie wyszły pozytywnie), a drugi mnie zwyczajnie wyśmiał.
Pojechałem potem do endokrynologa i ten też skierował mnie na badania prolaktyny, kortyzolu, hormonu wzrostu(mam 192 cm) i ponowne testosteronu. Obawiam się, bo wielokrotnie już te badania wychodziły pozytywnie i co tym razem, jeśli wyjdą pozytywnie?? Czy mogę wtedy zacząć brać kreatynę??

